I Czytanie Październik 2020

Rzymskokatolicka Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa

I Parafialne czytanie dzieł Jana Pawła II
18 października 2020 roku g.17.00

Chcielibyśmy zapoczątkować w naszej parafii wspólnotowe czytanie dzieł świętego Jana Pawła II. Dzisiaj w niedzielę poprzedzającą liturgiczne wspomnienie świętego Jana Pawła II pragniemy zaledwie chwilę przed Różańcem przedstawić kilka fragmentów. Może z okazji urodzin Karola Wojtyły, a także za rok wspólnie włączymy się w przypominanie słów, które w postaci poezji, dramatów i oczywiście homilii, encyklik czy tematycznych bądź prywatnych listów pozostawił nam nasz święty Papież, może również nasze czytanie rozszerzymy na śpiewanie dzieł Jana Pawła II.
Jesteśmy winni, szczególnie pokoleniu urodzonemu już w XXI wieku, przybliżanie bogactwa słowa pisanego, które zostawił nam Karol Wojtyła i później Jan Paweł II,
słowa często niełatwego, ale które wybrane, podane we fragmencie i dobrze przeczytane – może być łatwiej przyjęte, zrozumiane
możemy czytając modlić się tymi słowami i je rozważać…
To I Parafialne czytanie dzieł Jana Pawła II chcemy zatytułować:

„LISTY MIŁOŚCI: do dzieci, młodych, małżonków, osób starszych i zachwytu nad pięknem przyrody”

Przedstawimy więc list do dzieci, napisany na Boże Narodzenie w 1994 roku, list do młodych w ramach spotkań na Lednickich Polach, fragment drugiego listu do osób w podeszłym wieku oraz fragment Tryptyku Rzymskiego – ostatniego poetyckiego dzieła Papieża, a na zakończenie piękny dialog małżonków z dramatu „Przed sklepem Jubilera” dramatu, który jest teatralną opowieścią o miłości, odpowiedzialności i małżeństwie

Zapraszamy na dzisiaj i do wspólnego zaangażowania się na kolejne Parafialne czytania dzieł Jana Pawła II

 

Drodzy przyjaciele, niezapomnianym spotkaniem z Panem Jezusem jest bez wątpienia Pierwsza Komunia Święta, dzień który wspomina się jako jeden z najpiękniejszych w życiu. Eucharystia, ustanowiona przez Chrystusa w przeddzień Jego Męki, podczas Ostatniej Wieczerzy, jest Sakramentem Nowego Przymierza, jest największym z Sakramentów. W tym Sakramencie Pan Jezus pod postaciami chleba i wina staje się pokarmem naszych dusz. Dzieci po raz pierwszy przyjmują ten Sakrament uroczyście — właśnie w dniu Pierwszej Komunii Świętej — ażeby potem móc Go przyjmować jak najczęściej i w ten sposób pozostawać w zażyłej przyjaźni z Panem Jezusem.

Komunię Świętą, jak wiecie, mogą przyjmować tylko ci, którzy są ochrzczeni: Chrzest bowiem jest pierwszym i najpotrzebniejszym do zbawienia Sakramentem. Chrzest jest wielkim wydarzeniem! W pierwszych wiekach Kościoła, kiedy Chrzest przyjmowali przede wszystkim ludzie dorośli, jego obrzęd kończył się uczestnictwem w Eucharystii i łączył się z uroczystością podobną do tej, jaka dzisiaj towarzyszy Pierwszej Komunii Świętej. Z biegiem czasu, kiedy zaczęto udzielać Chrztu Świętego przede wszystkim niemowlętom — stąd większość z was, drogie dzieci, nie pamięta dnia swojego Chrztu — to uroczyste świętowanie zostało przeniesione na dzień Pierwszej Komunii Świętej. Każdy chłopiec i dziewczynka z katolickiej rodziny zna dobrze to przeżycie: Pierwsza Komunia Święta jest wielkim świętem rodziny. W tym dniu razem z dzieckiem przyjmują zazwyczaj Eucharystię także jego rodzice, rodzeństwo, dalsza rodzina i chrzestni, a niekiedy także nauczyciele i wychowawcy.

Dzień Pierwszej Komunii Świętej jest też wielką uroczystością w parafii. Mam jeszcze w pamięci ten dzień, kiedy w gronie moich rówieśników i rówieśnic przyjmowałem po raz pierwszy Eucharystię w moim parafialnym kościele. Ażeby to wielkie wydarzenie nie zostało zapomniane, utrwala się je zazwyczaj na fotografiach rodzinnych. Towarzyszą one na ogół człowiekowi przez całe życie. Po latach, kiedy przegląda się te fotografie, odżywa wspomnienie tamtych dni, powraca się do tej czystości i radości, jakich doświadczyło się w spotkaniu z Jezusem, który z miłości stał się Odkupicielem człowieka.
Dla iluż dzieci w dziejach Kościoła Eucharystia była źródłem duchowej siły, czasem wręcz bohaterskiej! Jakże nie wspomnieć na przykład tych świętych chłopców i dziewcząt z pierwszych wieków, jeszcze dzisiaj znanych i czczonych w całym Kościele? Wystarczy tu przypomnieć św. Agnieszkę, która żyła w Rzymie, św. Agatę, (…) oraz św. Tarsycjusza — chłopca, którego słusznie można nazwać męczennikiem Eucharystii, gdyż wolał poświęcić życie niż oddać Pana Jezusa, którego przenosił pod postacią chleba.

I tak, poprzez wieki aż do naszych czasów nie brak dzieci, nie brak chłopców i dziewcząt wśród świętych i błogosławionych Kościoła. Tak jak w Ewangelii Pan Jezus okazuje im szczególne zaufanie, tak również Jego Matka Maryja w ciągu dziejów nieraz czyniła małe dzieci powiernikami swej matczynej troski. Przypomnijcie sobie św. Bernadettę z Lourdes, dzieci z La Salette, czy też już w naszym stuleciu Łucję, Franciszka i Hiacyntę z Fatimy. (…)
(…)
Bóg was miłuje, drogie dzieci! (…) Niech ta miłość, właśnie dzięki wam, drodzy chłopcy i dziewczęta, rozszerzy się na wasze otoczenia i na cały świat. Niech ta miłość dotrze do wszystkich, którzy jej szczególnie potrzebują: zwłaszcza do cierpiących i zapomnianych. (…)
Podnieś rączkę Boże Dziecię
i błogosław swoim małym przyjaciołom,
błogosław wszystkim dzieciom na całej ziemi!

Watykan, 13 grudnia 1994 r.
Jan Paweł II

 

Przemówienie na Apel III tysiąclecia na Polach Lednickich 4.06.1999

Drodzy Młodzi Przyjaciele!

W myślach i modlitwie jestem dziś z wami (…). Pragnę miłością objąć każdego z was. (…)

Przed dwoma laty zachęcałem was: «Nie lękajcie się iść w przyszłość przez Bramę, którą jest Chrystus. Bądźcie wytrwali. Nie wystarczy przekroczyć próg, trzeba iść w głąb».

Rok temu zapewniałem: «Na drodze, którą jest Chrystus, nie jesteście nigdy sami, jest z wami Duch Święty, Pocieszyciel».

Dziś pragnę wam powiedzieć: podnieście głowy i zobaczcie cel waszej drogi. Jeśli idziecie za Chrystusem, jeśli przewodzi wam Duch Święty, to nie może być innego celu, jak dom Ojca, który jest w niebie. Tego celu nie można stracić z oczu. Tu już nie chodzi tylko o przyszłe tysiąclecie. Nie chodzi o ten czas, który przemija. Tu chodzi o wieczność.

Podnieście głowy. Nie lękajcie się patrzeć w wieczność. Tam czeka Ojciec, Bóg, który jest miłością. Dla tej miłości warto żyć. Miejcie odwagę żyć dla miłości. Miejcie odwagę! Niech wszelki lęk znajdzie ukojenie u Tego, do którego wołamy «Abba, Ojcze!»

Na nowe tysiąclecie i drogę do Ojca z serca wam błogosławię.
W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

 

 List Ojca Świętego Do moich Braci i Sióstr – ludzi w podeszłym wieku.

«Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt
lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt;
a większość z nich to trud i marność:
bo szybko mijają, my zaś odlatujemy»
(Ps 90 [89], 10).

W epoce, gdy Psalmista pisał te słowa, siedemdziesiąt lat uważano za wiek bardzo podeszły i niewielu przekraczało tę granicę; dzisiaj, dzięki postępom medycyny oraz lepszym warunkom społecznym i ekonomicznym, w wielu regionach świata ludzie żyją znacznie dłużej. Pozostaje jednak prawdą, że lata szybko przemijają, a dar życia, mimo towarzyszących mu trudów i cierpień, jest zbyt piękny i cenny, abyśmy mogli się nim znużyć.

Sam posunięty w latach, odczuwam zatem potrzebę nawiązania dialogu z wami. Czynię to, dziękując najpierw Bogu za dary i dobrodziejstwa, jakich udzielał mi obficie aż do tej chwili. Przemierzam w pamięci kolejne etapy mojego życia, splecionego z historią większej części obecnego stulecia, i widzę wyłaniające się z przeszłości twarze niezliczonych osób, w tym niektórych szczególnie mi drogich. Wiążą się z nimi wspomnienia wydarzeń zwykłych i nadzwyczajnych, chwil radości i przeżyć naznaczonych cierpieniem. Ponad tym wszystkim jednak widzę opatrznościową i miłosierną dłoń Boga Ojca…

Drodzy Bracia i Siostry, jest naturalne w naszym wieku, że powracamy do przeszłości, aby dokonać swoistego bilansu. Takie spojrzenie wstecz pozwala na spokojniejszą i bardziej obiektywną ocenę ludzi i sytuacji, z jakimi zetknęliśmy się w życiu. Mijający czas zaciera kontury wydarzeń i łagodzi ich bolesne aspekty. Niestety, w życiu każdego człowieka wiele jest zgryzot i utrapień. Czasem są to problemy i cierpienia, które wystawiają na próbę jego odporność psychofizyczną, a nawet wstrząsają samymi podstawami wiary. Doświadczenie jednak poucza nas, że z pomocą łaski Bożej te codzienne trudy wspomagają często proces dojrzewania człowieka, hartując jego charakter.

(…)

Życząc wam w tym duchu, drodzy Bracia i Siostry w podeszłym wieku, abyście pogodnie przeżywali lata, które Bóg przeznaczył każdemu z was, pragnę zarazem bardzo otwarcie podzielić się z wami uczuciami, jakich doznaję u schyłku mego życia, po ponad dwudziestu latach posługi na Stolicy Piotrowej i w oczekiwaniu na bliskie już trzecie tysiąclecie. Mimo ograniczeń mego wieku bardzo wysoko cenię sobie życie i umiem się nim cieszyć. Dziękuję za to Bogu! Pięknie jest służyć aż do końca sprawie Królestwa Bożego.

(…)

Boże, spraw, byśmy z miłością przyjmowali Twoją wolę, zawierzając się każdego dnia Twoim miłosiernym dłoniom.

Gdy zaś nadejdzie chwila ostatecznego «przejścia», pozwól, abyśmy umieli ją powitać z pokojem w sercu, nie żałując niczego, co przyjdzie nam porzucić. Kiedy bowiem po długim poszukiwaniu spotkamy Ciebie, odnajdziemy też wszystkie prawdziwe wartości, jakich zaznaliśmy na ziemi, a także tych, którzy poprzedzili nas w znaku wiary i nadziei.

Maryjo, Matko ludzkości pielgrzymującej, módl się za nami «teraz i w godzinie śmierci naszej». Spraw, byśmy byli zawsze blisko Jezusa, Twojego umiłowanego Syna, a naszego Brata, Pana życia i chwały. Amen!

 

TRYPTYK RZYMSKI fragment
1. Zdumienie

 
Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków
ten rytm objawia mi Ciebie,
Przedwieczne Słowo.
Jakże przedziwne jest Twoje milczenie
we wszystkim, czym zewsząd przemawia
stworzony świat…
co razem z zatoką lasu
zstępuje w dół każdym zboczem…
to wszystko, co z sobą unosi
srebrzysta kaskada potoku,
który spada z góry rytmicznie
niesiony swym własnym prądem…
—  niesiony dokąd?
 
Co mi mówisz górski strumieniu?
w którym miejscu ze mną się spotykasz?
ze mną, który także przemijam — 
podobnie jak ty…
Czy podobnie jak ty?
(Pozwól mi się tutaj zatrzymać —
pozwól mi się zatrzymać na progu,
oto jedno z tych najprostszych zdumień.)
Potok się nie zdumiewa, gdy spada w dół
i lasy milcząco zstępują w rytmie potoku
—  lecz zdumiewa się człowiek!
Próg, który świat w nim przekracza,
jest progiem zdumienia.
(Kiedyś temu właśnie zdumieniu nadano imię «Adam».)
 
Był samotny z tym swoim zdumieniem
pośród istot, które się nie zdumiewały
—  wystarczyło im istnieć i przemijać.
Człowiek przemijał wraz z nimi
na fali zdumień.
Zdumiewając się, wciąż się wyłaniał
z tej fali, która go unosiła,
jakby mówiąc wszystkiemu wokoło:
«zatrzymaj się! —  masz we mnie przystań»
«we mnie jest miejsce spotkania
z Przedwiecznym Słowem» —
«zatrzymaj się, to przemijanie ma sens»
«ma sens…  ma sens…  ma sens!»

Fragment „Przed sklepem jubilera”

Andrzej

 

Teresa spytała mnie dzisiaj:
„Andrzeju, czy wierzysz w sygnały?”
A gdy, zaskoczony tym pytaniem,
zatrzymałem się przez chwilę

i spojrzałem zdumiony w oczy

mej – od kwadransa – narzeczonej,

opowiedziała mi swe myśli,

te, które snuły się w jej głowie

od owego wieczoru w górach.

 

Jakże blisko przeszła wówczas obok mnie!

Osaczyła mnie prawie swą wyobraźnią

i tym dyskretnym cierpieniem,

którego wówczas nie chciałem się domyślić,

a dzisiaj gotów jestem poczytać je za nasze wspólne dobro.

 

Teresa – Teresa – Teresa –

jakby punkt jakiś przedziwny moich dojrzewań –

już nie pryzmat pozornych promieni,

ale człowiek prawdziwego światła.

I wiem, że nie mogę iść dalej.

Wiem, że nie będę już szukał.

Drżę tylko na myśl, że tak łatwo

mogłem ją stracić.

 

Od kilku lat szła obok mnie, a nie wiedziałem,

że to właśnie ona idzie i dojrzewa.

Wzdragałem się przyjąć to,

co najwspanialszym dziś jest dla mnie darem.

Po kilku latach widzę to wyraźnie,

że drogi, które powinny się rozbiec,

zbliżyły nas właśnie do siebie.

Tych kilka lat to czas bezcenny,

by zorientować się w skomplikowanej

mapie sygnałów i znaków.

 

Tak trzeba.

dziś widzę, że mój kraj jest także jej krajem,

a przecież marzyłem, by przerzucić pomost –

 

 

2.

 

Wieczorami w naszym starym mieście

(– w październiku są wczesne wieczory –)

mężczyźni wychodzą z biur,

gdzie projektuje się budowy nowych osiedli,

kobiety i dziewczęta wracając do domów

oglądają po drodze wystawy.

Spotkałem Teresę, gdy przystanęła

przed wielkim oknem wystawowym,

pełnym damskiego obuwia.

Stanąłem obok niej cicho i nieoczekiwanie

– i nagle byliśmy razem

po obu stronach wielkiej, przeźroczystej tafli

nasyconej jarzącym się światłem.

I ujrzeliśmy swoje odbicia razem,

wystawa bowiem zamknięta jest od tyłu

wielkim, olbrzymim lustrem,

które odbija zarówno modele obuwia,

jak i ludzi przechodzących trotuarem,

zwłaszcza zaś tych, co przystanęli,

aby się przyjrzeć sobie lub butom.

 

Gdy więc znaleźliśmy się nagle

po obu stronach wielkiego zwierciadła

– tu żywi i realni, a tam odbici –

ja – nie wiem dlaczego,

może po to, by dopełnić obrazu,

ale raczej z prostej potrzeby serca

zapytałem: „o czym myślisz Tereso?”

Zapytałem o to prawie szeptem,

bo tak zwykli mówić zakochani.

 

 

Teresa 

 

Nie myślałam już wtedy o sygnałach.

I nie myślałam właściwie o Andrzeju.

Szukałam wzrokiem butów z wysokim obcasem.

Wiele było butów sportowych,

wiele butów wygodnych na co dzień,

lecz najbardziej wodziłam wzrokiem

za butami na wysokim obcasie.

 

Andrzej jest wyższy ode mnie na tyle,

że muszę sobie trochę dodać wzrostu

– a więc jednak myślałam o Andrzeju,

o Andrzeju i o sobie samej.

Stale teraz myślałam o nas dwojgu

i on też tak myślał z pewnością

– więc ucieszyłby się moją myślą.

Rozpoczęliśmy wówczas rozmowę

o różnych drobiazgach związanych z naszym ślubem.

Ja mówiłam mu o tym krawacie,

w którym mi się najbardziej podoba,

i o tym ciemnym garniturze,

w którym mu najbardziej do twarzy.

Andrzej słuchał tego bardzo chętnie,

nie dlatego, że szukał pochlebstwa,

lecz że chciał mi się zawsze podobać,

i że chciał mi zrobić przyjemność.

 

Potem jeszcze patrzyliśmy wspólnie

na witrynę sklepu jubilera,

gdzie w pudełeczkach

powleczonych wewnątrz aksamitem

spoczywały różne precjoza.

Wśród nich były też obrączki ślubne.

Spoglądaliśmy chwilę w milczeniu.

Potem Andrzej ujął mnie za rękę

i powiedział: „wejdźmy, Tereso,

wybierzemy dla siebie obrączki”.